poniedziałek, 25 marca 2013

"Farma Chmielu" - Wywiad z Anią oraz Jarkiem

Przeprowadziłem ostatnio wywiad z Parą młodych ludzi, którzy fascynują się piwem. Ich historia zaczęła się już wtedy, gdy się poznali. To właśnie wtedy chmiel połączył ich już na dobre, dzięki czemu razem mogą zająć się tym, co wszyscy bardzo lubimy - Piwem. Ania oraz Jarek są właścicielami sklepu "Farma Chmielu" który umiejscowiony jest w miejscowości Pruszcz Gdański. Link do profilu na Facebooku znajdziecie tutaj. Przejdźmy jednak do lektury

 

Od jak dawna funkcjonuje Państwa sklep?
Nasza „Farma Chmielu” pierwszego kwietnia będzie obchodziła „roczek”. Przed startem obawialiśmy się, że okoliczni mieszkańcy informacje o otwarciu potraktują jako Primaaprilisowy żart, na szczęście może właśnie dzięki temu przyszli, sprawdzili i…. zostali z nami.

Aniu, Jarku, czy lubią Państwo piwo? Jeżeli tak, to jakie? Polskie, czy też może zagraniczne?
Nasz sklep jest „rodzinnym” interesem. Powstał z miłości do piwa. To dzięki złotemu trunkowi się poznaliśmy i jak się okazuje, z nim związaliśmy nasze życie. Oboje piwo lubimy, choć każde z nas w różnym wydaniu. 
Jarek: Lubię szerokie spektrum piw, od czarnych porterów po białe pszeniczniaki. Dlaczego lubię piwo? A dlaczego nie?! Najbardziej odpowiadają mi smaki polskich piw z małych regionalnych browarów ale mam wielki żal do polskich piwowarów za nadmierną zawartość alkoholu w polskich piwach. Z piw spoza granic Polski, najbardziej lubię belgijskie lambiki oraz ostatnie nasze odkrycie seria Primator z Browaru Nachod w Czechach.
Ania: Do piwa trzeba dorosnąć, wiem, bo pamiętam czasy gdy piwa nie znosiłam i nie rozumiałam jak można pić to gorzkie „coś”. Aż nadeszła taka chwila, kiedy ze zdziwieniem odkryłam, że piwo nie tylko doskonale gasi pragnienie, nadaje się do powolnego sączenia w miłym towarzystwie, ba! Piwem można się delektować. Jest wiele piw, które lubię bardzo i do których wracam, ale zwykle przedkładam nad inne, piwa z Browaru Amber w Bielkówku oraz piwa z Ciechanowa. Jeśli chodzi o piwa z obcym paszportem to zdecydowanie polecam Litewskie piwa z Browaru Svyturys. Dla mnie ich wizytówką jest pszeniczny Baltas- po raz pierwszy spróbowałam go nad jeziorem Dusia na Litwie w pięknych okolicznościach przyrody i kiedy tylko udało nam się zaopatrzyć nasz sklep w piwa Svyturys niezmiennie plasuje się na mojej piwnej top liście.

Jakie jest najdroższe piwo, jakie znalazło się na sklepowych półkach, jakie to piwo?
Najdroższym piwem na naszych półkach jest piwo z belgijskiego browaru Lindemans. Jest to brzoskwiniowy Lambik. Kosztuje „jedyne” 14 złotych za 0,37 l Lambiki sprowadzamy dla własnej satysfakcji, dla miłej świadomości, że mamy to piwo na półce. Jest tak nietypowe, tak inne i unikatowe, że niemal zaszczytem jest posiadanie go w swoich zbiorach. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Lambikiem. Będąc we Francji lat temu 10 z okładem zachłysnęłam się wyborem piw w zwykłym markecie. Porównując to co można było wtedy kupić u nas do tego co tam zobaczyłam poczułam się jak w piwnym raju. Oczywiście rozpoczęłam degustację. Pewnego dnia kupiłam dziwne piwo w dużej butelce zamykanej jak szampan- korkiem. Kosztowało majątek ale co tam- zapewne w środku będzie coś wyjątkowego! Otwieram, a tam płyn o dziwnym zapachu i z osadem. No nie! Zepsute Z żalem i złością wylałam zawartość butelki. Na drugi dzień opowiadam znajomym o tym przykrym incydencie i ze wstydem dowiedziałam się, że tak miało być! Moje drugie podejście do Lamika zaowocowało miłością od… drugiego wejrzenia.

Mają Państwo jakiś swój własny pomysł na piwo?
Czy mamy własny pomysł na piwo… Raczej nie. Jesteśmy natomiast bardzo otwarci na nowe smaki i zawsze z ogromną niecierpliwością czekamy na nowości. Każde nowe piwo degustujemy (ależ miła praca) i zgłębiamy jego tajniki. Jeśli mowa o piwach smakowych mistrzostwem świata jest piwo czosnkowe z Kormorana. Czy jakikolwiek polski browar odważyłby się wyprodukować cos takiego? Oskar za odwagę! Albo piwo z lawendą zamiast chmielu- już nie możemy się doczekać kwietnia, kiedy pojawi się na rynku. A Koniec Świata z Pinty- rewelacja, tak samo ich Angielskie Śniadanie- zasługują na owacje na stojąco. Możemy tak długo bo świetnych polskich piw jest wiele i bardzo się z tego cieszymy. W końcu nasz kraj nie jest bezludną wyspą na mapie piwnego świata.

Skoro było faworyt piwny, to może i piwo, które najmniej Państwo lubią?
Najgorsze piwo? Cóż za podchwytliwe pytanie Pomijając „wyroby piwo podobne”, których nie próbujemy nawet z poczucia zawodowego obowiązku, to zdarzają się piwa, które kończą w kanalizacji z pominięciem przełyku.
Jarek: Ostatnio w ten sposób skończyło coś ciemnego z Witnicy. Byłem tak zdegustowany, że wymazałem ten incydent z pamięci.
Ania: Mam dwa takie typy. Pierwsze to piwo 3M z Radomskiego Bernarda . Nie wiem co twórca tego napoju miał na myśli. Koszmarne połączenie malin, miodu i mięty z nienaturalnie landrynkowym posmakiem to dla mnie zbyt wiele. Drugi strzał do też piwo smakowe- jagodowe z Witnicy. Koszmar koszmarów, landryna w najgorszym wydaniu.

Czy jest jakieś piwo, które chcieliby Państwo kiedyś spróbować?
Jeżeli można kupić piwo „na wynos” to da się je kupić i spróbować. Ostatnio powróciło do nas wspomnienie z młodych lat Eku 28 i znalazł się ktoś, kto przejeżdżając przez Kulmbach kupił dla nas to jedno z najmocniejszych, gęstych jak syrop piw.
Pozostają browary restauracyjne i małe lokalne, których nie widać na szerokich wodach. Byłoby fajnie podróżować po świecie i odwiedzać takie właśnie miejsca. Przykładem niech będzie Minibrowar Kowal w podziemiach dawnego koszalińskiego browaru. Można tam spróbować doskonałego , warzonego na miejscu piwa, zjeść pyszny posiłek w towarzystwie olbrzymiej miedzianej kadzi mieszczącej hektolitry piwa. Takie piwo, w takim miejscu to nie tylko słód, chmiel i drożdże, to przede wszystkim pasja tworzenia, serce ludzi i emocje, których nie da się zamknąć w butelce.

Może także kilka słów o sklepie? Jak powstał pomysł, kiedy się zrodził?
Po nasze ulubione piwa musieliśmy jeździć do zaprzyjaźnionego sklepu „Anol” oddalonego od naszego domu o 12 km. Kiedy życiowe burze postawiły nas przed wyborem: praca najemna- własna firma, bez namysłu podjęliśmy wyzwanie. Postanowiliśmy podzielić się nasza pasją z mieszkańcami naszego miasta. I chyba tego było ludziom trzeba bo po nas powstało jeszcze parę sklepów o takim profilu.
Każdy musi pracować (no, może prawie każdy) ale tylko nieliczni robią to, co kochają. My się do nich zaliczamy.

Ile piw średnio znajduje się w Państwa zbiorze?
Dawno nie liczyliśmy. Wystartowaliśmy z ok. 200 rodzajami. Sytuacja zmienia się dynamicznie. Pilnie słuchamy opinii naszych klientów. Nietrafione strzały usuwamy z oferty, zastępując nowymi. 

Piwa z którego browaru lubią Państwo najbardziej?
Bardzo, bardzo trudne pytanie. Już jakiś czas temu ustaliliśmy, że jeśli musielibyśmy zostać na bezludnej wyspie z kranikiem podłączonym do dowolnego browaru, to z owego kranika leciałby Ciechan Wyborny. Jest to piwo jakie można pić co dzień po kres swych dni, klasyk wśród klasyków.
Jako lokalni patrioci nie możemy nie wspomnieć doskonałym Browarze Amber (zaledwie 9 km od naszego sklepu). Każde piwo z tego Browaru jest doskonałe w swej klasie, a szczególnymi względami darzymy Johannesa, o którym więcej piszemy na naszym facebookowym koncie.

Dziękuję serdecznie Pani Ani oraz Panu Jarkowi za udzielenie wywiadu, było mi bardzo miło. Mam nadzieję, że kiedyś znajdą Państwo czas na recenzje swoich ulubionych trunków, byśmy mogli podzielić się nimi z czytelnikami

Zatem nie pozostaje nic innego, jak po prostu wylogować się i pójść na piwo! Ponadto przypominam wam Moi Mili, że możecie słać swoje listy oraz recenzje na adres: kontakt.lubiepiwo@gmail.com

czwartek, 21 marca 2013

Pisz swoje własne recenzje!

Witajcie drodzy czytelnicy! Już dziś dzień napisać możecie do mnie mail z własnymi recenzjami na adres pocztowy kontakt.lubiepiwo@gmail.com

Recenzje, wpisy, wasze przemyślenia zawierać muszą tekst zawierający przynajmniej 2000 znaków (Plus minus, jest to najniższa granica) oraz zdjęcie / zdjęcia. Ale uwaga. Zdjęcie musi być *wasze*, wszelakie kradzieże zdjęć nie waszego autorstwa skutkować mogą nawet usunięciem wpisu (w drastyczniejszych przypadkach).

O czym jeszcze należy pamiętać? Przede wszystkim pamiętajcie o najważniejszym: Gdzie piwo kupiliście, ile zapłaciliście, czym się kierowaliście, oraz wszystko czym chcielibyście podzielić się z resztą czytelników.

Już wkrótce wywiad z Właścicielami sklepu Farma Chmielu. Niestety z przyczyn nam niezależnych, wpis musi jeszcze troszkę poczekać, nie mniej jednak wspólnie już pracujemy nad całością. Cierpliwości i zachęcam do częstszych odwiedzin.

Przy okazji nadciągających świąt, chciałbym wszystkim życzyć wszystkiego dobrego, pokojowej atmosfery w rodzinie, dużo zdrowia, piwa oraz świętego spokoju, by cały ten okres pozwolił wam odpocząć od gonitw za codziennością życia. Smacznego jajka i *mokrego* dyngusa. Jeżeli mam życzyć jakiejkolwiek niespodziewanej kąpieli, oby była w chłodnym i goryczkowym piwku, przyniesionym przez ukochaną osobę.

Wesołych świąt,
życzy Łukasz!

poniedziałek, 18 marca 2013

Miejsce godne odwiedzenia

Przy ulicy Browarnej 88, w miejscowości Żywiec, natknąć możecie się na Muzeum Browaru Żywiec. Sam browar założony został w 1856 roku przez arcyksięcia Albrechta Fryderyka Habsburga. Piwo Żywiec odcisnęło w historii Piwowarstwa swój kamień milowy, około 1906 roku zaś w najstarszych, historycznych częściach Browaru otworzono także Muzeum, które zwiedzać można po dziś dzień.

 Browar Żywiec nie musiał czekać długo na sukces, bowiem już po niespełna dziesięciu latach po rozpoczęciu swej działalności stał się faworytem wielu smakoszy piwa. Na początku marka docierała do lokalnych odbiorców, by z czasem trafić do serc większego grona piwoszy. W XIX wieku, na początku lat dziewięćdziesiątych, Browar Żywiec produkował siedmiokrotnie więcej piwa, co statystyczny austriacki browar. Ponadto rozpoczęto także import piwa za granicę, co znacząco zwiększyło popularność. Browar Żywiec bezwzględnie podbijał serca smakoszy. Co zadziwiające, browar przetrwał nawet wojnę! Okres, kiedy to niszczono, plądrowano i grabiono wszystko, co popadnie. Niewykluczone, że cały dobytek narodu został rozgrabiony przez łupieżców, nie mnie to jednak oceniać i szacować. Okupywany podczas II WŚ Browar zmienił nazwę na Beskideribrauerei Saybusch. Podczas okupacji, większość produkowanego piwa szła głównie na zaspokojenie potrzeb okupanta. Łupieżcy zza granicy wydzierając to, co najlepsze, próbowali zniszczyć pozostałości po Zabytku naszych ziem. Lokalni patrioci na szczęście udaremnili nikczemny plan wysadzenia budowli.Więcej na temat bogatej historii Browaru dowiedzieć można się w samym budynku. Wnętrze bogate jest o różne eksponaty, o których opowiedzą nam specjaliści, a nawet poprowadzą nas kroczek po kroczku. Ciekawostka! Muzeum jest także jednym z obiektów Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego oraz tzw. Punktem kotwicznym Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego. Wycieczka ta spodoba się zarówno dużym, jak i małym "dzieciom".

Odwiedzając to miejsce, w aktywny sposób poznacie historię browaru, to ogromna dawka wiedzy dla chłonnych organizmów, które chętnie dla odmiany posłuchają, zamiast spożywać. No dobra! Żartowałem. Tak naprawdę łączymy przyjemne z pożytecznym, bowiem głodnym wiedzy głowom towarzyszy także degustacja złocistego trunku. Podczas zwiedzania nie będzie towarzyszyć nam strach, że za wnikliwość zostaniemy zrugani. Naszą prawdziwą podróż w czasie zaczynamy od Sali Trzech Żywiołów, w której przechowywane są surowce - Chmiel oraz jęczmień. Wnętrze szczelnie zamyka Ściana Wodna. Przypomina ona bowiem, że to właśnie Woda jest kluczem sukcesu Browaru. Po zwiedzeniu całej ekspozycji, dowiecie się wielu rozmaitości i ciekawostek w temacie. Przybliżony zostanie wam także temat warzenia piwa, ponieważ mechanizmów służących do produkcji również tam nie brakuje. Klimatu tego miejsca nie da się odwzorować w słowach. Trzeba to po prostu widzieć, zatem zachęcam do zwiedzania. To doskonałe miejsce na spędzenie majówki z drugą połówką, bądź też z całą rodziną.

sobota, 16 marca 2013

Powrót do Blogowania!

DRODZY CZYTELNICY!

Po niemal rocznej przerwie, za którą najmocniej przepraszam, Blog ruszy już niebawem z kopyta. Od kwietnia tego roku wpisy zaczną się pojawiać na nowo. Obiecać mogę jedynie tyle, że będę starał się wstawiać regularnie nowe wpisy. Z przyczyn niezależnych mnie przerwa trwała długo - sądzę nawet, że zbyt długo. Nie mniej jednak wszystko wróciło do normy, i nic nie dzieje się już tak jak wcześniej, czyli na wariackich papierach. Lada dzień wrócę do recenzowania, pisania, a także informowania was o nowinkach ze świata piwa. Tu bowiem wiele się pozmieniało, nie ukrywam także, że sam mam spore zaległości. Nic nie szkodzi jednak, mamy czas po to, by te zaległości nadrabiać. Mam nadzieję, że uda nam się ruszyć ze zdwojoną siłą już wkrótce. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do lektury!

Młody

sobota, 5 maja 2012

Koźlik, Browar Lwówek Śląski

Od niedawna w sprzedaży spotkać można piwo Koźlik uwarzone przez browar Lwówek Śląski. Co mogę powiedzieć - Nie spodziewałem się Koźlaka o tak niskiej ekstraktywności, może dlatego "Koźlik", czyli zdrobniale Koźlak? Na temat Koźlaków pisałem już nieco przy innej okazji. W drodze przypomnienia, możemy wyszczególnić Pszenicznego Koźlaka, Dubeltowego Koźlaka, Zimowego Koźlaka oraz Majowego Koźlaka. Początkowo Koźlaki były to piwa sezonowe warzone jesienią, Majowy Koźlak (jak nazwa sama wskazuje) było to piwo warzone na maj, doskonała alternatywa dla tych, którzy nie mogli odwiedzić Bawarii za czasu trwania Oktoberfest. Co możemy powiedzieć o samym Browarze w Lwówku Śląskim? Przede wszystkim to, iż jego reaktywacja miała miejsce całkiem niedawno. Początkowo mogliśmy delektować się tylko Lwówkiem Ksążęcym i Piastowskim. Potem jednak narobiło się nieco szumu, co do nazwy. Piastowski został zastąpiony Ratuszowym. Można powiedzieć, że w ostatnim czasie browar Lwówek Śląski znów zawojował. Pojawiły się bowiem piwa Wrocławskie (opisane jakiś czas temu), Belg oraz dzisiejszy Koźlik. Koźlik jest to piwo ciemne, dolnej fermentacji. Piwo to na mój gust ma trochę mało wspólnego z koźlakiem. Po pierwsze ma opalizujące refleksy, dotychczas moje doświadczenie z tym podgatunkiem mówi mi, iż piwo to na ogół ma wiśniowe odcienie. Ponadto wszystkie koźlaki jakie piłem, miały dwa procent więcej ekstraktu. Nie uważam, by była to wada, natomiast jest to piwo nieco delikatniejsze, jak w przypadku tradycyjnych boków. Co do smaku, piwo to zdecydowanie bardziej przypomina Kostritzera Schwarza, aniżeli koźlaki. Nie zmienia to jednak faktu, że jest smaczne i godne uwagi. Co do zapachu - jest mocno zbożowy, choć gdzieniegdzie da się wychwycić chlebowość. Bardzo fajnie się to komponuje ze smakiem, który przypomina nieco aromat zbożowej kawy, a także wyszczególnia słodową nutę. Co tu dużo gadać - fajne piwo. Wszystko ma swoje wady i zalety. Nie lubię kawy, aczkolwiek w tym przypadku, ten smak nie był taki zły. Wszystko to zdobił także jakiś karmelowy posmak, aczkolwiek jedyny mankament tego piwa - Cena. Mogłoby być nieco tańsze. Nie wiem, czy Właściciele zdają sobie sprawę z tego, że piwo to nie trafi do potencjalnych konsumentów tak szybko. Zwłaszcza, że etykieta też nie jest jakaś szałowa. Wręcz odpychająca nawet. "Piwo z kozą za pięć złotych". Czy aby budowanie konkurencji nie polega na tym, by być konkurencyjnym? A jak być konkurencyjnym, kiedy na rynku są już sprawdzone (i zarazem tańsze) produkty? Niektórych ciężko przekonać do zmian. Sądzę, iż piwo to jest godne uwagi, niestety jednak nie przykuwa wzroku, choć nie ukrywam, że mnie osobiście etykietka się podoba. Nie wiem, czy piwo to można nazwać Koźlakiem, bardziej przypomina mi niegdyś kosztowanego Schwarza, bądź nawet podchodzi pod Stouta, aczkolwiek są to tylko moje osobiste odczucia, które wynikają raczej z organoleptycznych wrażeń.

Zapach: Coś miłego. Przede wszystkim da się wyczuć zbożowe nutki. Od czasu do czasu na podniebieniu boryka się także zapach palonych słodów.
Kolor: Ciemne, prawie nieklarowne, choć może to po prostu źle dobrane światło. Przy brzegach szklanki spostrzec można opalizujące refleksy, co moim zdaniem fajnie się prezentuje.
Piana: Niezła, aczkolwiek dość szybko opadła. Nie uraczyła swoją obecnością za długo. Wystarczyło jednak czasu, by ją sfotografować. Degustując wczoraj piwo z dwiema znajomymi, miałem okazję pić piwo Rumowe, które wręcz rozbawiło nas do łez. Nie mniej jednak na tle tego piwa, Koźlik jest po prostu fenomenalny pod tym względem.
Smak: Trochę się opiszę. Przede wszystkim bardzo przyjemny smak. Sekwencer smaku wypełniony został zbożowym aromatem, kawą, palonym słodem, karmelem oraz chlebowością. Początkowo jednak miałem wrażenie, że to piwo będzie mocno ziołowe. Na języku tryumfuje słodowy smak, chmiel gra tu drugorzędną rolę, a w zasadzie nie przykuwa zbytnio wiele uwagi. Piwo to mimo wszystko jest gorzkie. Kojarzy mi się bardziej ze Schwarzem, aniżeli z Koźlakiem.
Opakowanie: Bardzo przyjemna, na pierwszy rzut oka "rogacz" przypomina mi słynnego "Kozela". Estetycznie? Jest w porządku, natomiast etykieta (jak to wszystkie lwówkowe w zwyczaju mają) nie zdradza wielu szczegółów. Kapsel dedykowany, bez jakichkolwiek zmian.
Parametry: 6.2% Alkoholu, 14.1% Ekstraktu

czwartek, 3 maja 2012

Odsiecz Wiedeńska, Vienna Lager, Browar Pinta

Wielokrotnie poruszana była kwestia browaru Pinta, wielokrotnie pisaliśmy o ich wybornych piwach. Tutaj możecie przeczytać co nieco o charakterystyce Ataku Chmielu, która jest przyrównywana do wcześniejszej warki. Które piwo wypadło lepiej? Przekonajcie się sami!

Dziś dzień chciałbym zaprezentować świetne piwo, o którym niejedno przeczytać można w Internecie. Vienna Lager (czyli Wiedeński Leżak) to piwo dolnej fermentacji. Produkt zaprezentowany przez Browar Pinta ma 13,1° ekstraktu. Odnieśmy się jednak do strony producenta. Według strony browaru jest to Spokojne, solidne piwo o złożonym, słodowym smaku. Zwracamy uwagę na kremową pianę. Chmielone z myślą o eleganckiej goryczce. Tutaj należy zwrócić uwagę, że faktycznie piwo jest delikatne, gorycz nie narzuca się, natomiast smak jest bogaty oraz całkiem przyjemny. Moim skromnym zdaniem pozycja doskonała zarówno na cały dzień w ogródku, jak i do czerwonego mięsa z grilla. Na blogu Eldesmadre's Beer Vault przeczytać można także, iż piwo to nie jest już tak popularne w Austrii jak kiedyś. W chwili obecnej większym wzięciem cieszą się typowe Märzeny, które dominują także w Niemczech. Co ciekawe, Vienna Lager to nic innego jak piwa w stylu "Polotmave" występujące w Czechach. Odpowiednikiem Vienna Lager'a może być nawet Primator Trzynastka "polotmave". Do uwarzenia Odsieczy Wiedeńskiej piwowarzy użyli słodów Weyermann®: Wiedeńskiego, monachijskiego (II), Caramunich® (I), melanoidynowego, chmieli Tradition (Niemcy), Hallertauer Mittelfruch (Również Niemcy), oraz drożdży Saflager W 34/70. Brzmi dość ciekawie, zważywszy uwagę na to, iż niektóre browary takie szczegóły zwyczajnie pomijają. Wszystko ocieka takim profesjonalizmem. Tylko muśnięcie chmielowego aromatu sprawia, iż jesteśmy wniebowzięci. W końcu piwo ma przede wszystkim smakować, prawda? Nie ukrywam, że jest to doskonałe piwo, choć z całą pewnością nie mój faworyt.

Teraz może jednak nieco o samym stylu.Wiedeński Lager został opracowany przez wybitnego piwowara, pana Antona Dreher w Wiedniu (skąd nazwa Vienna) w 1841 roku wkrótce po tym, gdy wyizolowano drożdże dolnej fermentacji. Styl ten trafił aż do Meksyku, sprowadzony tam został przez Santiago Grafa oraz innych austriackich browarmistrzów, który wyemigrowali z Wiednia z końcem XIX wieku. W samym Wiedniu ten styl niemal zanika, przez co Vienna Lager, Pinta Odsiecz Wiedeńska praktycznie niewiele mówi potencjalnemu konsumentowi. Zwłaszcza, że każdy, kto odwiedził Niemcy, bądź też Austrię, wspomina najczęściej piwa Marcowe, lub po prostu Pszeniczne. Do pewnego czasu również kojarzyłem Niemcy wyłącznie z tymi dwoma podgatunkami.

Przejdźmy jednak do szczegółów. Piwo to ma naprawdę przyjemny zapach, bardzo aromatyczny, lekko ziołowy, co bardzo przypadło mi do gustu. Naprawdę przyzwoicie się wszystko zaczęło, bowiem zdarzały się piwa, w przypadku których zapach był znikomy, niewyraźny, bądź też lepiej by było, gdyby był niewyraźny i znikomy. Pinta jak zwykle utrzymała poziom, dawno nie piłem Odsieczy Wiedeńskiej, a będąc szczerym, była to sztuka z pierwszej warki. Nie jestem więc w stanie powiedzieć jak wiele się zmieniło. Pianka, jak widać na zdjęciu, szybko się wzburza, jest sztywna, gęsta, po chwili opada, zostawia pierścień na wierzchu. Coś niesamowitego. Co do koloru - Jak można zaobserwować na zdjęciu, coś pomiędzy bursztynem, wiśnią, herbatą, "czerwonawe". Po prostu bomba. Smak również był naprawdę przyjemny. Z zamkniętymi oczami bylibyśmy w stanie powiedzieć, iż to piwo ma coś wspólnego z Niemcami. To jak przymknąć oczy, popuścić wodze fantazji i... Jak gdybyśmy z piwem w ręku podziwiali malownicze okolice Bawarii. Będąc jednak szczerym, w przypadku Etykiety, sądzę iż ta jest dużo lepsza. Poniekąd dużą rolę odgrywa wizualizacja butelki, tutaj należy brać pod uwagę fakt, że piwo w 50% musi sprzedać się samo, drugie 50% to ekspedient, bądź też opiniotwórcza legenda, która nas do zakupu zachęci. Sądzę, iż obecna etykieta przemawia do większej grupy osób. Podczas degustacji, odnieść można wrażenie, jak gdyby kosztowało się produktu rodem z kadzi Pana z wąsem, który stosuje unikatowe i wieloletnie, przekazywane z pokolenia na pokolenie receptury. Kapselek ze złotego zastąpiony srebrnym dedykowanym. Wielki szacun za podejście do sprawy. Wszystko moim zdaniem jest dobrze dograne, aczkolwiek jest pewien mankament - mianowicie bardziej preferuję chmielowe smaki, a w przypadku Odsieczy Wiedeńskiej zbyt bardzo dominowała słodowość. Poniekąd dlatego piwo to smakowało mi mniej od Ataku Chmielu, który jest moim faworytem wśród piw polskich. Piwo to i wiele innych możecie zakupić tutaj.


Zapach: Delikatnie wyczuwalna doza chmielu w połączeniu z intensywną porcją słodu. Niewiele, a wręcz minimalnie do wachlarza włącza się karmel, ziołowe aromaty.
Kolor: Najprędzej powiedziałbym, iż kolorystycznie piwo to przypomina herbatę, może z dodatkiem miodu, coś pomiędzy kolorem rdzawym a miedzią.
Piana: Sztywna, drobnoziarnista, szybko się wzburza. Na skalę piw polskich jest w porządku, aczkolwiek na tle wszystkich piw z browaru Pinta nie wypada najlepiej. Lekko kremowa barwa, choć bliżej jej do białego puchu, aniżeli do beżowej kawy ze śmietanką.
Smak: Prawdę powiedziawszy ciężko mi coś powiedzieć w tej dziedzinie. Poniekąd jest to piwo dobre, aczkolwiek nie w moim guście. Coś, co warte polecenia, lecz do czego raczej prędko nie wrócę. Polecam gorąco wszystkim tym, którzy w piwie poszukują zdecydowanej delikatności z dozą goryczy, która jest zbalansowana i umiarkowana. Smak mimo wszystko treściwy i doskonale wyważony. To co przykuło moją uwagę to ściągająca goryczka na finiszu.
Opakowanie: Pełna informacja na etykiecie, powiedziałbym nawet, że wzorowa (podano zarówno ilość ekstraktu, jak i rodzaj fermentacji, podano również zastosowane słody, chmiel, drożdże, tylko proporcje są tajemnicą, choć dla potencjalnego konsumenta nie jest to szczegół istotny). Etykieta schludna, kapsel dedykowany - Moim zdaniem, opakowanie jest w normie! Z pewnością ucieszą się w tym przypadku fani piw w puszce, ponieważ butelka jest bezzwrotna, co sprawi, że konserwy odłożyć możecie na bok - Zalecam sięgać po piwo Odsiecz Wiedeńska, Vienna Lager!
Parametry: 4.9% Alkoholu, 13.1% Ekstraktu

czwartek, 5 kwietnia 2012

Piwo Miłosław Pilzner, Browar Fortuna

Lata tradycji, mnóstwo fanów i wyborne piwa - Wszystko to łączy jeden browar w Miłosławiu. Browar Fortuna pod brandem Miłosław na dzień dzisiejszy oferuje nam Koźlaka, Pszeniczniaka oraz Pilznera. Ten pierwszy osobiście do gustu mi nie przypadł, nie było to szczególne piwo, co można było przeczytać we wcześniejszym wpisie. Nie ukrywam, że jestem fanem tego browaru. Szkoda tylko, że zarząd zadecydował wycofać z rynku markę smoków (wcześniej dostępne były cztery rodzaje, Srebrny, Złoty, Czarny, Czerwony). Ta nowinka była dla mnie poniekąd szokiem, bowiem piwa tak smaczne powinny doczekać się kolejnych odsłon. Mimo wszystko, nie ukrywam, że nazwa "srebrny smok" wcześniej budziła we mnie nieco niepewności. Pierwsze skojarzenie, jakie wtedy miałem, mocno związane było z nazwą zupek chińskich (lub jak kto woli zupek instant). Dlaczego smok? No cóż. Nie zgłębiałem się zbytnio w ten temat, aczkolwiek piwa mi szkoda. Może kiedyś jeszcze uda się zakosztować i opisać mojego ulubionego, czerwonego smoka. Choć Czerwony był piwem ciemnym (!!), to należał do mojej czołówki, do której często lubiłem wracać. Zejdźmy jednak na ziemię. Miłosław Pilzner w przeciwieństwie do Koźlaka bardzo pozytywnie mnie zaskoczył! Pianka, jak widać - sztywna. Bardzo trwała, utrzymywała się na piwie niemal do końca degustacji, a podczas nalewania znad kufla piętrzył się spory, puszysty kożuch. Piwo niemal już przy otwarciu intensywnie pachniało chmielem oraz pewnego rodzaju świeżością, choć przez pewien moment towarzyszyło mi poczucie, jak gdyby metalicznego refleksu. Po przelaniu do szklanki, zapach stał się intensywniejszy, przyjemny oraz rześki. Zapach unosił się jak gdyby z piwnej stołówki. Po prostu rewelacja. Żeby tego było mało, kolor także był przyjemny Poniekąd podchodził pod złoto, choć był zdecydowanie jaśniejszy, śmiało mógłbym powiedzieć, że nawet cytrynowy. Podjąłem się więc pierwszego łyka, niemal ceremonialnie przechylając szkło do ust. Na nosie zostało trochę kopiatej pianki. Piwo to na pierwszy rzut oka przypomina mi Srebrnego smoka, choć jest zdecydowanie mniej gorzkie. Nie jest to natomiast wada. Uważam, że nachmielenie jest tutaj idealne. Goryczy towarzyszyła niewinna słodowa nuta, która uaktywnia się dopiero po jakimś czasie, choć jest to w zasadzie tylko cień, a nawet podkreślenie charakteru miłosławskiego Pilznera. Dopiero podczas degustacji zwróciłem uwagę na etykietę. "Otwarta fermentacja"? Niewykluczone, że jest to po prostu celowy zabieg, by zarazić piwo bakteriami mlekowymi. Bakterie mlekowe w piwie mogą posłużyć między innymi jako konserwant. Spostrzegłem także zależność, że w przypadku, gdy piwo było fermentowane w "otwartych kadziach", sprawiało wrażenie delikatniejszego w smaku. Być może jest to tylko wrażenie, a może faktycznie coś się za tym kryje. W tym przypadku należałoby pytać technologów, jak to się ma do smaku piwa, bowiem to oni są specami w tej dziedzinie. I teraz pewnie wielu zastanawia się "co ze sterylnością, przecież piwo łatwo skazić". Pomieszczenie o odpowiednich warunkach, wysokie stężenie dwutlenku węgla. Dobrym przykładem piw warzonych przy zastosowaniu fermentacji w otwartych kadziach są tzw. Lambici wywodzące się z Belgii (najwięcej piw tego gatunku znaleźć można w okolicy Brukseli). I choć piwa typu Lambic uchodzą za jedne z lepszych, czystość kadzi może wzbudzać negatywne odczucia. Osobiście jednak uważam, że piwa z Miłosławia zawsze trzymały fason, choć będę przystawał przy swoim - Koźlak Fortuny raczej kołem się nie toczy.

Zapach: Intensywny, chmielowo - ziołowy, bardzo przyjemny.
Kolor: Na mój gust jest to lekko cytrynowa barwa, bardziej popadająca w miedź, aniżeli złoto. Bardzo przyjemnie się prezentuje. delikatnie, na granicy zauważalności mętnawe. Mimo wszystko bardzo przyjemnie się to komponuje, a jest nawet tym, czego długo oczekiwałem.
Piana: Bardzo kopiata, wysoka, sztywna i drobnoziarnista. Jest nawet lepsza niż w normie. Na skalę piw polskich jest nawet oszałamiająca. Kolorystycznie wpada w odcień śniegu, można nawet śmiało powiedzieć, że barwa jest lekko kredowa.
Smak: Piwo smaczne. Jest bardzo lekkie i delikatne, a przede wszystkim delikatniejsze od smoka, którego niegdyś miałem okazję pić. Niewykluczone, że jest to jedno z fajniejszych piw polskich prezentowanych na naszym rynku. Z całą pewnością jest to poważna konkurencja dla Ciechana Wybornego (Ciechan wyborny często jest skalą, wobec której klasyfikuje się piwa. Dla potencjalnego smakosza, który zaczyna dopiero przygodę, można by piwa dzielić na te "lepsze od Ciechana" i "gorsze od Ciechana". Wbrew pozorom, Ciechan Wyborny jest w pewien sposób ikoną piw regionalnych oraz niepasteryzowanych, stąd też ten sposób klasyfikacji). Nie mniej jednak ten balans goryczy nie każdemu może podpasować. Piwo to jest bardzo subtelne. Umiarkowane nachmielenie stało się poniekąd kluczem do sukcesu. Piwo to z całą pewnością podbije serca piwoszek i piwoszy.
Opakowanie: Informacja na etykiecie jest pełna (podano zarówno ilość ekstraktu, jak i rodzaj fermentacji). Na kontretykiecie podana jest również rekomendowana temperatura spożycia, choć termin "zawiera słód jęczmienny" nasuwa tu pytanie, czy aby Browar nie chciał zataić czasem składu? Coś, co mi się nie podoba, to ta a 'la banderola na kapslu, która nasuwa mi na myśl skojarzenie z alkoholem mocniejszym, bądź też winem. Zielono - złota tonacja jest bardzo dobrym połączeniem, kojarzy mi się poniekąd z nazwą Grunen gold.
Parametry: 5.4% Alkoholu, 12.5% Ekstraktu

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Piwo Altbier, Browar Jabłonowo, Fermentacja Górna

Piwo Altbier, które ostatnio na rynek wypuścił browar Jabłonowo to jeden z nielicznych Altów (jeżeli nie jedyny Alt) w polskim wykonaniu. Receptura została opracowana dzięki współpracy z domowym piwowarem Marcinem Chmielarzem. Może jednak pierw coś o samym gatunku tego piwa. Alt z języka niemieckiego oznacza stary. W wolnym tłumaczeniu altbier - stare piwo. Ciekawostka, a zarazem dygresja, w Niemczech by zapytać o wiek, pyta się Wie alt bist du? Czyli: jak stary jesteś? Altbier to popularny gatunek piwa niemieckiego, który wywodzi się z Nadrenii Północnej, z miasta Düsseldorf. Według wiki.piwo.org, nazwa Alt odnosi się do starego stylu warzenia. Bowiem dawniej powszechną metodą warzenia była górna fermentacja. Najwierniejszych przedstawicieli swojego gatunku spotkać możecie nawet na starówce Düsseldorfu w browarach restauracyjnych. Niektóre źródła podają także, że piwo to powstaje często w wyniku przemieszania brzeczki piwa ze słodem palonym bądź też monachijskim (i rzeczywiście w piwie Jabłonowo Altbier wyczuwalna jest charakterystyczna nutka, którą napotkałem niegdyś w piwie Goller Rauchbier). Poza tradycyjnym Altem, na rynku piwa można spotkać także coś takiego jak Sticke Alt, choć o tym może przy innej okazji. W mieście Düsseldorf znajdują się także znane wielu osobom koncerny takie jak Henkel oraz Novell, choć te z kunsztem piwowarstwa nie mają raczej wiele wspólnego. W miasteczku tym odbywają się także prawdopodobnie największe na świecie targi mody Collections Premieren Düsseldorf. Tyle o modzie. Przejdźmy do konkretów. Jak zaobserwować można na zdjęciu, Jabłonowo Altbier jest to piwo ciemne, o dębowych odcieniach. Pod światło wychwycić można nawet pomarańczę, miedź oraz kolory bursztynowe, jak i karmelowe. Pianka jest bardzo gęsta oraz trwała (i choć trwałości zaobserwować się nie da, wystarczy spojrzeć na to, jak znad szkła sterczy lekko beżowy puch). Co lepsze, piwo to nieustannie pracuje. Nie ukrywam, że piwa tworzone we współpracy domowych piwowarów zawsze mile mnie zaskakiwały. Bracki Grand Champion był również strzałem w dziesiątkę. Być może Browary zaczęły inwestować w potencjał domowych piwowarów? Nie byłoby to takim złym pomysłem, zważywszy na to, że sam konsument maczał paluchy podczas produkcji. Ciekawe, czy doczekamy się kolejnych pomysłów w tym kierunku. Nie da się ukryć, że Browar Jabłonowo chyba dopiero nam rozkwita. Tu bowiem piwo na miodzie gryczanym było strzałem w dziesiątkę, a nuta jałowca w piwie Trzy Zboża również wkupiła się w serca wielu domowych piwoszy. Co ciekawsze, Browar Jabłonowo tym razem stawia na renomę oraz jakość. Niewykluczone więc, że nie jest to ostatnia pozycja. Zanim jeszcze zaciągnąłem się łyczkiem, zwróciłem uwagę na kontretykietę w celu zbadania parametrów. 5.2% alkoholu oraz AŻ 13.5% ekstraktu robi wrażenie. W zapachu wyczuwalna była nuta chmielowa, z domieszką (choć dość subtelną) owocową. Smak jest dość złożony i ciekawy. Choć na pierwszy plan wbija się pewnego rodzaju gorycz, to jednak jest to tylko delikatny refleks. Tu bowiem udało mi się wychwycić także delikatnie palone nuty oraz charakterystyczne smaki dla piw niemieckich. Przypomniał mi się trochę Goller Kellerbier oraz Rauchbier degustowane ostatnio. Można powiedzieć, że te trzy piwa mają wspólny mianownik - delikatną słodowo - chlebową nutę. Wszystko jest bardzo zbalansowane, choć nie mam tak naprawdę punktu odniesienia, by powiedzieć, czy jest coś lepszego bądź gorszego. Nie ukrywam, że piwo to bardzo mi smakowało i jeżeli jest reprezentatywne, to z całą pewnością lubię Alty.

Zapach: Niezbyt złożony. Wyczuwalna nuta chmielowa oraz owocowa.
Kolor: Barwa cieszy oko. Odcienie dębowe, które zdobione są przez miedziane refleksy. Całkiem przyjemnie się komponuje z lekko beżową pianą, która jest sztywna i gęsta.
Piana: Sztywna, gęsta i drobnoziarnista. Jak zaobserwować można na fotografii, sterczy ponad brzegi szklanki, przez co uatrakcyjnia tylko piwo. Zdecydowanie miło się prezentuje. Pianka długo się utrzymuje, a ostatecznie po kilku chwilach osiada na stałe w postaci gęstego dywaniku. Naprawdę przyzwoita piana, mocna piątka w skali uczniowskiej.
Smak: Całkiem ciekawy, choć obawiam się, że bliżej nieokreślony. Trochę tego, trochę tamtego, trochę owego... Piwo to charakteryzuje się delikatnym słodowym posmakiem, z niewielką paloną dozą. Wędzone nuty są jedynie niewielkim akcentem, który raptem od czasu do czasu daje się we znaki. Moim zdaniem jest to doskonałe wykończenie. Ta słodowość, o której pisałem wyżej wybija się jednak ponad ten lekko "wędzony" wydźwięk. Charakter trunku podkreśla szlachetna goryczka, która zwieńcza wszystko razem, choć moim skromnym zdaniem mogłaby być nieco bardziej wyraźna, a nawet ostrzejsza. Na języku wyszła mi taka próbka wszystkiego. Brakowało mi konkretnego smaku, który byłby motywem przewodnim, choć z drugiej strony nie mam tak naprawdę punktu odniesienia, by mówić, czy piwo to smakuje tak, jak najtradycyjniejszy Alt. Jedno jest pewne, bardzo mi smakowało, choć nie jest to najlepsze piwo, jakie kiedykolwiek piłem.
Opakowanie: Jak gdyby naszkicowana ołówkiem, aczkolwiek bardzo stylowa. Zawiera pełną informację dotyczącą składu, co się chwali. Z kontretykiety wyczytać można także rekomendowaną temperaturę podawania, oraz z czym warto to piwo serwować. "Doskonałe do Gulaszu", aż korci by to sprawdzić!
Parametry: 5.2% Alkoholu, 13.5% Ekstraktu

czwartek, 29 marca 2012

Wiosną zakwitają nowości

Wielu już zapewne spotkało się z piwami takimi jak Lwówek Wrocławski, Lwówek Belg, Krakowiak, Altbier Jabłonowo. To jednak i tak nic. Do naszych spiżarni wkrótce zawitają nowe piwa. Między innymi Krakowiak malinowo miodowy oraz Krakowiak miodowy. Nie mniej jednak prawdziwym hitem sezonu (najprawdopodobniej zostanie) ... {FAMFARY} Pinta. Projekt Pinta atakuje ponownie. Tym razem bronić będziemy się przed najazdem imperium. Piwo "Imperium atakuje 19,1°" pojawi się już wkrótce w sklepach jak i na blogu. Co ciekawe, etykietki nie będą już z Panią, nie będą ociekać kiczowatością (a szkoda), będą nieco bardziej... Nowoczesne. No cóż, nie powinno się oceniać książki po okładce, a Pinta nie prosperuje od wieków, toteż nawiązywanie do jakichkolwiek "tradycji" mogłoby być odbierane jako marketingowy bojkot. Premiera tego piwa odbędzie się w sobotę 31 marca 2012. Ze strony browaru Pinta przeczytać możemy:

To gigant w stylu Imperial India Pale Ale. Tego nikt jeszcze w Polsce nie zrobił ! Maksymalna dawka chmielu na etapie gotowania, wirowania i leżakowania.

Brzmi fantastycznie! Dodatkowym prezentem, który przyniesie nam króliczek wielkanocny jest fakt, że Browar Pinta zacznie stosować "dedykowane kapsle", które można już obejrzeć w internecie. Są całkiem przyzwoite i z pewnością zasilą niejedną kolekcję.

Wkrótce także znów ruszę z recenzjami, na widelcu niebawem Jabłonowo Altbier. Niestety wiosenna grypa oraz zatkany nos wstrzymują mnie z degustacją jakiegokolwiek piwa, stąd ten brak wpisów, za który wszystkich czytelników chciałbym bardzo przeprosić. Obiecuję poprawę. Z okazji nadciągających świąt chciałbym wszystkim Wam oraz Waszym rodzinom życzyć zdrowych i pogodnych świąt, smacznego jajka i dostatecznie mokrego dyngusa, oby ten czas był dla Was wszystkich jak najpogodniejszy. Życzę Wam także, by święta przebiegały w pokojowej atmosferze, a Piwoszkom i Piwoszom życzę jak najwięcej dobrego piwa. Wesołych świąt życzy Młody!

piątek, 23 marca 2012

Piwo Rześkie, Jasne Niepasteryzowane, Browar Kormoran

Warmia i Mazury to malownicza kraina, do której co roku zjeżdża się mnóstwo turystów w sezonie wiosennym i letnim. Niesamowite widoki, tysiące jezior, miejsce relaksu, przyjemnych wspomnień i niesamowicie spędzonych chwil. To właśnie w województwie warmińsko-mazurskim płynie rzeka Łyna, nad którą położone jest miasto Olsztyn. w XIX wieku Olsztyn słynął z dwóch fabryk maszyn (pierwszej - Karla Roenscha oraz drugiej - Spółki Beyer i Thiel). W 1914 roku funkcjonowały tam także aż 4 browary. W 1967 roku rozwinął się tam przemysł opon oraz przemysł drzewny, a olsztyński browar Kormoran funkcjonuje w dzisiejszych czasach. Wbrew pozorom, to miasto ma dużo więcej atrakcji, niż komukolwiek mogłoby się wydawać: Planetarium, Dom Gazety Olsztyńskiej, Galerie Sztuki, Teatry i wiele innych kulturowych atrakcji. Innymi słowy - jest co podziwiać, poza urokliwymi uliczkami i klimatyczną panoramą. W mieście tym jest także mnóstwo zabytkowych miejsc takich jak gotycki zamek kapituły warmińskiej czy nawet Pałac Archiprezbitera z II połowy XVIII wieku. Nic więc dziwnego, że skoro specjalna miejscowość, to i specjalne piwo. Nie zaskakuje fakt, że browar Kormoran zbiera liczne wyróżnienia oraz nagrody w konkursach. Wszystkim dobrze znana "Wiśnia w piwie" uzyskała wyróżnienie w kategorii Cherry Beer, uzyskując srebrny medal w konkursie European Beer Star 2004. W 2009 roku Browar Kormoran został wyróżniony także przez Euro-Partner tytułem Browaru Roku. Jest to zdecydowanie jeden z lepszych polskich browarów, odnoszący mnóstwo sukcesów. Dziś dzień chciałbym zaprezentować moje ulubione olsztyńskie piwo, jakim jest Rześkie. Choć dziś dzień będzie dużo lukru, będę mimo to surowy oraz obiektywny. Jak już wcześniej wspomniałem, to moje ulubione piwo z olsztyńskiej "stajni". Można powiedzieć, że Rześkie to taki młodszy brat "Świeżego z Mazur". Jak na zdjęciu zaprezentowano, piwo to ma bardzo ładny kolor i jest klarowne. Przyznam szczerze, że sam profil tego piwa jest zadowalający. Pianka, choć nie utrzymuje się do końca degustacji, trzyma się długo i jest kleista. Zdecydowanie najlepsza, z jaką dotychczas spotkałem się z piwami Kormorana. Zapach był naprawdę przyjemny. Nie odrzucał, nie zniechęcał, zadowalał, a wręcz zapraszał. Już od pierwszego łyku na podniebieniu gości dość delikatny i subtelny smak. Dodam nawet, że lekko zbożowy z naciskiem na słodowość. Wszystko zwieńczone jest niewielkim chlebowym posmakiem, który pozostaje na długi czas. Dla mnie bomba. Szczególnie polecam to piwo fanom delikatnych smaków. Bardzo stonowana ilość goryczki nie wykręca, ale jednocześnie podkreśla, że jest to najprawdziwsze piwo. Przez myśl jak strzała przeleciała mi myśl i z dozą prywatnej inwencji twórczej pozwolę sobie to piwo przemianować na "skondensowane orzeźwienie". Zdecydowanie ta nazwa pasowałaby tu idealnie. Piłem to piwo po raz wtóry i po raz wtóry nie poczułem się zawiedziony. Panie i Panowie, drodzy Czytelnicy - w knajpie, podczas pikniku, po obiedzie czy w ogródku, polecam gorąco na dni gdy nam gorąco Rześkie browaru Kormoran. Jest jednak pewien mankament - piwko to mogłoby mieć mniej alkoholu jak na taką zawartość ekstraktu. Są to tylko moje gdybania, ale sądzę, że mogłoby być dużo lepsze.

Zapach: Zbożowy, delikatny, a zarazem przyjemny. Wyczuwalna jest subtelna woń chmielu, choć przyznam szczerze, że nie przyciąga tak uwagi jak pierwszoplanowe zbożowe odczucia. Zapach sprawia wrażenie bardzo świeżego.
Kolor: Coś pomiędzy złotem, a kolorem zbóż. Odcień lekko miodowy, choć tak naprawdę ciężko mi określić. Gdyby określić "złoty środek" pomiędzy tymi trzema odcieniami, można by śmiało określić tym kolorem piwo Rześkie.
Piana: Sztywna i trwała, choć nie utrzymuje się długo. Wręcz przeciwnie - po upłynięciu niespełna dziesięciu minut, po białym puchu pozostały tylko ślady.
Smak: Bardzo przyjemny smak, który urzeka i zadowala. Gaszący pragnienie. W smaku wyczuwalna jest przede wszystkim nuta słodowa, którą dopełnia dosłownie szczypta chmielowych aromatów.
Opakowanie: Nie jest jakaś szałowa. Estetyczna i czytelna, charakterystyczna i pozwala w pewien sposób odróżnić Rześkie od Warmiaka i Świeżego, aczkolwiek nie jest także wyszukana. Co także mi się nie spodobało, to trochę niechlujnie naklejane etykietki, choć w porównaniu do piw z Zawiercia lub Ciechanowa, Rześkie nie pozostawia sobie wiele do życzenia.
Parametry: 5.6% Alkoholu, 11.0% Ekstraktu